To uczucie, które ostatnio dość często mi towarzyszy. A kiedy tracę nad czymś kontrolę, szczególnie nad rzeczami bardzo ważnymi, popadam w paranoję paniki. Wysiada logika, a pojawia się lęk.
Nie wiem, jak rozwiązać pewne sprawy, jak w ogóle się do nich zabrać. Nie mam choćby najmniejszej wskazówki, której mogłabym się uczepić. Męczy mnie to bardzo. Źle sypiam, bez tabletek nie ma snu. Budzę się z koszmarami pod powiekami.
Wlokę nogę za nogą do pracy i już wiem, że to ostatnie jej miesiące. Że muszę coś wymyślić, że czas mnie goni. Gdzieś na horyzoncie pojawiają się jakieś projekty, ale nie wiem, czy nie są one patykiem na wodzie pisane. Muszę dotrwać do przyszłego tygodnia, bo wtedy będę miała chwilę czasu, aby to wszystko jakoś ogarnąć. Dowiedzieć się szczegółów co i jak. Jakie mam prawa i możliwości. Znajoma szuka już pracy 6 miesięcy i nic. Nie wiem, czy to wynik jej wymagań, czy naprawdę dla kobiet po 40 pracy już nie ma. Nie sądziłam, że kiedyś będę miała takie dylematy. Jestem z innej epoki.
Jak przestać się bać? Jak zawierzyć tak bezgranicznie, że wszystko się ułoży? Jak?
Już niedługo, miesiąc, może 5 tygodni :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz