To ci jubileusz ;).
Nawiązując tytułem do filmu o Annie, zaczynam tego posta.
Dziś jest 20 000 dzień mojego życia. Szmat czasu. jestem bardziej niż dorosła ;). Złośliwi, szybko przeliczywszy, powiedzą, że stttttara. Może. Ale wszystkim życzę, aby byli wewnętrznie i zewnętrznie tak starzy :).
To że są problemy, że są złe nastroje to nieważne, bo przecież każdy tak ma. Ten co śmieje się cały czas ze wszystkiego i do wszystkich oraz ten, co narzeka i wiecznie smuta - to chyba jednak nie do końca "normalny" jest.
Wbrew tradycji nie będzie żadnych podsumowań, żadnych obiecanek. Po prostu cieszę się, że dotarłam tak daleko. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, być może jest czarna, mimo moich starań, ale dziś świętuję i nie chcę się martwić. Choćby dziś.
Przesadzę paprotkę, zrobię drugi krok w ratowaniu zmarnowanego przez znajomych fukusa beniamina (ma już pierwsze nieśmiałe małe listki o przezroczystej zieleni), może upiekę ciasto czekoladowe, zrobię mały porządek na biurku, bo się ździebko zabałaganił.
I chcę się dziś cieszyć życiem. Zatem bardzo proszę wszystkie Chochliki i inne ciemne moce, aby dały mi na to szansę :)
Pozdrawiam wszystkich świątecznie
Audrey 20 000 nocy i dni.
A tak się cieszyłam przed Maturą :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz