To mój dzisiejszy stan, a właściwie nie tylko dzisiejszy. Dotyczy to zarówno pracy jak i związku.
Rano wlokę noga za nogą. Przekroczenie progu firmy jest jednoczesne z zadaniem sobie bólu.
Wiem, należałoby pomyśleć - ciesz się babo, że jeszcze masz pracę. Tylko że ja wlokę te nogi dlatego, że tę pracę mogę stracić lada dzień. No i jeszcze ta atmosfera ;(.
Dziś też po raz pierwszy zajrzałam na stronę mówiącą o procedurze stwierdzenia nieważności małżeństwa. Ewidentnie mój przypadek podlega pod parę paragrafów. Zatem jak ksiądz R. powiedział, są podstawy. Ale wiem, że droga od tego momentu do rozwiązania mojej sprawy jest jeszcze daleka. Bo wiele się na to składa. Nie tylko kwestia procedury, która powinna trwać rok, ale w praktyce trwa trochę dłużej. To moje dojrzewanie do tej decyzji.
Pamiętam siebie przed siedmioma laty. Swoje niewyobrażalne szczęście, ale teraz widzę też swoją ślepotę i doskonale widzę jego grę.
A może jest też w tym i moja wina? Niepodważalna? Nie jestem w stanie tego ocenić, bo jestem stroną. Jednak cały czas o tym myślę i wiem, znając siebie, że zrobię to etapami i sporo wody upłynie w rzece.
20 000 - fajna liczba? To już za parę dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz